Słowem malowanie
JWS

 

Muzyka, obraz i słowo są najczęstszymi przekaźnikami przemyśleń, emocji i uczuć.

Czasem sięgam po pióro, by na papier przelać kilka dźwięcznych słów.

Lecz nie piszę wierszy. One mi się tylko  zdarzają.

 


 

 

 

ŚWIT

 

Powitaj mnie magią Dniu Nowy

Pozwolę ci dotknąć mej głowy

Schylonej

 

Błogosław mnie słońce promieniem

Okryj mnie drzewo swym cieniem

Dębowym

 

Ty roso zabłyśnij diamentem

Me życie jest tylko momentem

 I słowem

 

Mnie świtem różowym powitaj

Poranku wiosenny zapytaj

 

Odpowiem

 

JWS

 

 

 

 

ELFKA

 

W szuwarach moich myśli wpatrzonych

W zielonym słońca świetle zielonym

Na skórze malowany na twarzy

Liść znów mi się przyśnił

Wymarzył

 

Znów rozsypała włosy nie ciemne

Po niebieskości tęsknot przyjemnych

Nie senne zamknęła oczy rzęsiaste

Milczące gdzieś szepcą głosy

Pasiaste

 

Maleńkie dłonie myśleniem i czarem

Usta ciszą błękitną i darem

Uśmiech dotyka oczu patrzących

Pościel otula żółcieniem

Dwie śpiące

 

Blaskiem świec błyszczy i wierszem

Milczeniem skrzy się największym

Tajemnic rąbek uchyla milczących

W szuwarach moich myśli

Pachnących

 

Córeczce

JWS

 

 

 

 

NA ROGU ŚWIATA

 

Tam na rogu świata stary człowiek stał

Przez ramię zarzucony lniany worek miał

Przezroczyste oczy zmrużył jak do snu

Dłonią potarł czoło, dotarł wreszcie tu.

 

Usiadł stary człowiek na kamieniu z mchów

Dłonią wyjął z worka jeden z wielu snów

Uniósł rękę wyżej, Sen obudził się

Skrzydła swe leniwie rozprostował pstre.

 

Powiew ciszy dotknął świata tego część

Słowa już zamilkły, przycupnęła Wieść

Noc zajrzała Ziemi prosto w oczy jej

Otuliła mrokiem czarnej dłoni swej.

 

Palec ozdobiony jest pierścieniem z gwiazd

Rzęsy oprószone kurzem ludzkich miast

Noc pochyla głowę a z nią włosów szal

Dotyka pstrych skrzydeł i odczuwa żal.

 

Chciałaby zatrzymać kolor skrzydeł tych

Chciałaby utulić i scałować łzy

Chciałaby ochronić wszystkie dzieci pstre

Skrzydlate Sny małe i też wielkie też.

 

Noc – Matka Odwieczna smutkiem zdobi twarz

Stary człowiek z workiem jak z kołyską trwa.

Skrzydlate potomstwo już odlecieć chce

Do dusz ludzkich nocą, tam ma miejsce swe.

 

Wylatują wolno by popłynąć w świat

W miłość, radość, trwogę i w płomienie zdrad

Pod powieki ludzkie już wsuwają się

Chaotyczne, dziwne i prorocze też.

 

Opowieści snują w kolorach swych mgieł

Dają spokój nocy by odtrącić dzień

Marzeniem są pięknym kiedy cisza skrzy

Koszmarem gdy w sercu strach okrutny drży.

 

Krzywym lustrem życia gdy niepokój w nas

Wielkim oceanem kiedy płynąć czas

Lasem nierealnym wśród kamiennych drzew

Ciszy nutą ostrą kiedy milknie śpiew.

 

Dzieci Nocy – Matki odlatują w dal

A na rogu świata stary człowiek stał

Przezroczyste oczy zmrużył jak do snu

Dłonią potarł czoło. Może spocząć już.

 

JWS

 

 

 

 

 

CZARNE PŁASZCZE

 

Czarne, długie płaszcze dumnych, smutnych ludzi

Ukrywają myśli by spokój obudzić

Okrywają ciała wiatrem przesiąknięte

Zakrywając usta milczeniem zziębnięte

Milczeniem

 

Jak tarcza - płaszcz wielki, na wietrze tańczący

Ubraniem i skórą postaci niknących

Co szeptem wciąż proszą o chwilę spełnienia

Milczeniem okupią wewnętrzne cierpienia

Strapieniem

 

Rozdarte jak płaszcze o płot zahaczone

Kłem ostrym słów ludzi boleśnie zranione

Wielkie małe światy ludzi w płaszczach czarnych

Zasypiają w ciszy odtrącając gwarnych

Kamieniem

 

Czarne, długie płaszcze wiecznych samotników

Słuchają ich ciszy jak śmiechu chochlików

Czytają myśl gorzką, głęboką, tajemną

Ukazując ciągle zbyt mało przede mną

Skruszoną

 

W nich miasta ukryte tych dusz zagmatwanych

W nich słodycz i gorycz tęsknot ukrywanych

W nich szeptów koronki potajemną zgubą

Snuje się po czerni łez połkniętych strugą

Wplecioną

 

Zapięte pod szyję kurtki ludzi innych

Wciąż nie mogą zdążyć za płaszczami zwinnych

Nigdy nie dogonią, choć ciekawość budzi

Czarnych, długich płaszczy dumnych, smutnych ludzi

Z koroną

JWS

 

 

 

 

 

 

CZARODZIEJSKA SZATA

 

 

Kiedy miasto zaśnie, świec płomienie zgasną,

Anioł zaś rozsypie garść diamentów w noc

Ona się przebudzi, patrząc w śpiących ludzi

Jak w zwierciadła dymne zabrudzonych dusz

 

Wśród płonących zórz

Ona idzie już

 

Włosów czernią szatę kochaną przywita

Palców białych dotyk - gorset, kaptur, szal

Z głową pochyloną, wzrokiem uniesionym

Stopami bosymi po asfalcie płynie
 

Dla ćmy nocnej dar

Przywołuje czar  

 

Bruk kamienny wita kwiaty na trawnikach

Drzewa pieszczą liśćmi drzew tych drugich pnie

Kamienice plotką dzień poprzedni dotkną

Bo ludzie tak śmieszni, mali dla nich są

 

Dłonie mocą są,

Ona daje dłoń

 

Nocny motyl przysiadł na irysów liściach

Światła szuka tęsknie, tęsknie patrzy w dal

Poeta nie zasnął, wiersze tworzy w blasku

Świecy – motyl leci w śmierć

 

Świat ogarnia żal,

Ona ściąga szal

 

Małą duszę łapie, w szal zawija czule

Do swych białych piersi  motyla przytula

Dłonią białą lekko zakreśliła krąg

Kamienice milkną przez gest białych rąk

Drzew pieszczoty nikną, irys cicho łka

Motyl nocny umarł

 

Błądzi dusza - ćma,

Ona Drogę zna

 

Przygasły latarnie ulic zaraz gwarnych

Różowieje niebo, noc odchodzi w sen

Ptaki się przebudzą by zaśpiewać ludziom

Motyl raj odnalazł, szal zmienił się w mgłę

 

Niknie nocy czerń,

Ona idzie w dzień

 

Zrzuca nocne swe ubranie, znów zwykłą się stanie

Czarodziejską szatę złoży w skrzyni snu

Nie powróci już

 

JWS

 

 

 

 

ANIOŁY

 

Anioły o skrzydłach motylich

Na dłoni mej tańczą jak Eszwa[1]

Ich stopy maleńkie dotykiem muskają

Mą skórę, mój oddech, rzęs cienie

 

Ich włosy są srebrnym woalem

Ich szaty pyłkami z ogrodów

Ich myśli tęczami spadają

W mą skórę, w mój oddech, w istnienie

 

Anioły o skrzydłach motylich

Tak nieświadome, tak czyste

Cichutko się zapadają

W mą skórę, w mój oddech, w westchnienie

 

Przyjdź ukochany tu do nas

Usiądź i popatrz, i chłoń je

Włosy me rozsyp jak łąkę

Połóż nas na nich ostrożnie

Skórą swą otul pachnącą

Oddechem ogrzej kojącym

I nie mów nic już

Nic nie mów

 

JWS


 

[1] Eszwa – w religiach Wschodu – bezpłciowe, nocne demony o przepięknej urodzie, które hipnotyzują swym tańcem ludzi i zwierzęta, by odebrać im czujność i jasność myśli; na patrzącego działają jak narkotyk

 

 

Powyżej przyniosłam dla Państwa kilka wierszy.

Zapraszam też do zapoznania się z informacjami o mej powieści

pt. "Kamienny Kot" tutaj..


 

Strona główna


PRAWA AUTORSKIE      Zgodnie z przepisami  Dz.U. 1994 Nr 24 poz. 83 USTAWA z dnia 4 lutego 1994 r o prawie autorskim i prawach pokrewnych,  wszelkie prawa do obrazów,  fotografii,    grafik
 i  tekstów opublikowanych na stronie internetowej
www.jwsobolewska.pl są własnością jej autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich w jakiejkolwiek formie bez wiedzy i zgody autorki jest zabronione. ART.115 Kto przywłaszcza sobie autorstwo, albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości, lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania podlega grzywnie albo pozbawienia wolności do lat 3.

Copyright ©